Forma exploding boxa nigdy mnie nie pociągała,
dlatego jeszcze żadnego nie miałam na swoim koncie, aż do teraz.
Okazja do jego wykonania pojawiła się wraz z pomysłem Pasji Kati
na najnowsze wyzwanie na blogu Artimeno.
Jego tematem jest oczywiście exploding box.
Początkowo wcale nie ucieszyłam się na ten temat, ale wierzcie mi,
stworzenie mojego pierwszego w życiu boxa sprawiło mi niezwykłą frajdę.
Być może dlatego, że podeszłam do tematu zupełnie inaczej, niż można by się spodziewać.
Zastanawiałam się nad wartością użytkową mojego przyszłego boxa
i nie za bardzo widziałam dla niego przeznaczenie,
dlatego postanowiłam wykorzystać bazę boxa na wykonanie minialbumu.
Box Latarni Morskiej okleiłam moimi ulubionymi "dechami" z Panny Oliwi.
Jako całkowity ignorant boxowy napotkałam pewne trudności ze złożeniem tego prostego pudełka.
Jednak po obejrzeniu zdjęcia wszystko poszło gładko, a ja mogłam odetchnąć z ulgą,
że to pudełko faktycznie "trzyma się kupy" bez klejenia.
Jednak po obejrzeniu zdjęcia wszystko poszło gładko, a ja mogłam odetchnąć z ulgą,
że to pudełko faktycznie "trzyma się kupy" bez klejenia.
Sama nie mogę w to uwierzyć, ale kolejną trudność stworzyłam sobie swoją bezmyślnością.
Otóż, tak bardzo wczułam się w przygotowanie tego boxa,
że całkowicie zapomniałam o prawie wszystkich wytycznych Kasi :D
Należało użyć: kwiaty (o nich nie zapomniałam), ramkę, wstążkę, button lub taśmę washi.
Zatem, w mojej prawie gotowej pracy (pozostało tylko wieczko do ozdobienia), brakowało prawie wszystkich wymaganych elementów, pomimo, że leżały sobie przygotowane.
Moje dodatkowe wyzwanie polegało na tym, aby jakoś wyjść z tej opresji.
Wobec powyższego, taśma washi była przyklejana na końcu,
a pozostałe elementy umieściłam na wieczku.
Otóż, tak bardzo wczułam się w przygotowanie tego boxa,
że całkowicie zapomniałam o prawie wszystkich wytycznych Kasi :D
Należało użyć: kwiaty (o nich nie zapomniałam), ramkę, wstążkę, button lub taśmę washi.
Zatem, w mojej prawie gotowej pracy (pozostało tylko wieczko do ozdobienia), brakowało prawie wszystkich wymaganych elementów, pomimo, że leżały sobie przygotowane.
Moje dodatkowe wyzwanie polegało na tym, aby jakoś wyjść z tej opresji.
Wobec powyższego, taśma washi była przyklejana na końcu,
a pozostałe elementy umieściłam na wieczku.
Do ozdobienia wieczka na zewnątrz, jak i wewnątrz, przysłużyły się wykrojniki:
serwetka Primy, border Joy i napis Love Marianne Design.
Oczywiście wnętrze boxa kryje w sobie zdjęcia.
Jedno z moich ulubionych zdjęć Gucia.
Nad zdjęciem przysiadły ptaszki z wykrojnika Marianne Design "Birds on a wire".
Na lewo od zdjęcia, jedna z moich ulubionych gałązek Joy.
Gucio dostał I Kropkowe skrzydełka.
Jestem bardzo zadowolona, że zostałam zmobilizowana do tej pracy
i mam nadzieję, że wiele osób podejmie to wyzwanie, szczególnie, jeśli jak ja
nigdy wcześniej nie robiły exploding boxów.
Po wytyczne zapraszam na bloga Artimeno :)









